Ultimatum

Od ultimatum, jakie mi postawiła, nie było apelacji. "Przestanę cię uczyć, jeżeli nie uporządkujesz swych spraw zdrowotnych. Co to za śpiewaczka, która ledwie wchodzi na estradę! W ciągu tygodnia pójdziesz do Grucy czy Degi, albo koniec ze śpiewem". A widząc moją nieszczęśliwą minę, dodała: "Jeżeli nie masz pieniędzy na operację, to ci pożyczę". Był to niemały akt heroizmu z jej strony, bo wyszedłszy z powstania w jednej sukience, ledwie zdążyła jako tako ubrać się i urządzić. Skoro już przyjechałam do Poznania, postanowiłam pójść do profesora Degi. Szłam z ciężkim sercem, 'JO mimo obiet- . nicy Stani, sprawa wydawała mi się nie do rozwiązania. Pożyczyć mogłam, ale z czego oddać? Profesora Degę zastałam na oddziale w Klinice Ortopedycznej Uniwersytetu Poznańskiego w szpitalu Przemienienia Pańskiego, prowadzonym przez szarytki. Profesor sprawiał wrażenie zmęczonego (był po kilku operacjach), ale - jak się wkrótce przekonałam - przy badaniu mojej nogi żaden drobiazg nie uszedł jego uwagi.

Wiktor Dega .