Historia

Ci, którzy kuśtykali już o kulach, starali się pomóc leżącym w gipsie, każdy pragnął uczestniczyć w pracy Profesora okazując serce innym. - A może u mnie w gabinecie? - zaofiarował gościnę Profesor. Moja teściowa miała inne plany, więc rozmowa przeciągała się i Profesor wyszedł z kliniki znacznie później niż zwykle. Na drugi dzień, gdy wizytował pacjentów w asyście lekarzy, był czymś widocznie przejęty. "Pani córeczka uratowała mi życie - powiedział do mnie. - Gdybym wczoraj wyszedł o zwykłej porze, wsiadłbym do tramwaju, który w parę minut później uległ katastrofie." Istotnie była to jedna z większych katastrof tramwajowych w Poznaniu: kilkanaście osób zabitych. Byłam w klinice profesora Degi sześć miesięcy i przeżyłam tam bardzo ciekawy i piękny okres życia, chociaż sprawy, z którymi się stykałam na co dzień, nie były przyjemne. Patrzyłam przecież na kalectwo i tragedie życiowe ludzi często bardzo wartościowych i zdolnych. Wszyscy jednak mieli nadzieję lepszego jutra, wierzyli w genialny talent Profesora, w jego wszechprzewidującą opiekę lekarską.

Wiktor Dega .